Drogi Czytelniku,
od dłuższego czasu noszę w sobie pragnienie napisania właśnie tego listu. Nie dlatego, że wydarzyło się coś, co należałoby szczególnie świętować. Są bowiem wydarzenia, które przemijają wraz z dniem, i są takie, które dojrzewają powoli, niemal niezauważalnie, aż pewnego dnia człowiek odkrywa, że stały się częścią jego własnej historii. Myślę, że właśnie do takich należy droga tego bloga i wszystkich zapisanych tutaj myśli.
Pisząc te słowa, nie myślę o statystykach, liczbach ani o kolejnych publikacjach. Myślę o Tobie. O człowieku, który któregoś dnia, z powodów znanych tylko sobie, otworzył tę stronę. Być może szukałeś odpowiedzi. Być może chciałeś jedynie na chwilę odpocząć od hałasu codzienności. Być może trafiłeś tutaj przypadkiem. A może wracasz od miesięcy lub lat. Nie wiem. Wiem jednak, że od chwili, w której zacząłeś czytać te słowa, pomiędzy nami wydarzyło się coś niezwykle rzadkiego we współczesnym świecie. Spotkanie.
Autor i czytelnik nigdy nie spotykają się wtedy, gdy powstaje tekst. Spotykają się dopiero w chwili czytania. To właśnie teraz, kiedy przesuwasz wzrok po kolejnych zdaniach, moje myśli stają się częścią Twojego czasu, a Twój czas staje się największym darem, jaki mogłeś mi ofiarować. Nie znam cenniejszego wyrazu zaufania niż kilka minut świadomie podarowanych drugiemu człowiekowi.
Dlatego chcę Ci dzisiaj po prostu podziękować.
Nie za to, że zgadzasz się z każdym moim słowem. Byłoby to nawet czymś niepokojącym. Nie za to, że podobają Ci się wszystkie publikowane tutaj teksty. Poezja i refleksja od zawsze miały prawo dzielić ludzi, ponieważ każdy człowiek słyszy je przez historię własnego życia. Dziękuję za coś znacznie ważniejszego. Za to, że pozwoliłeś mi mówić. Za cierpliwość wobec słów, które niekiedy rodziły się długo, dojrzewały w ciszy i szukały właściwego miejsca, zanim zostały zapisane.
Ten blog nigdy nie miał być zbiorem gotowych odpowiedzi. Od początku marzyłem o miejscu, w którym będzie można na chwilę zwolnić, odzyskać smak ciszy i przypomnieć sobie, że człowiek nie żyje wyłącznie tym, co można policzyć, zmierzyć i udowodnić. Być może właśnie dlatego nawet nazwa Zamyślnik nie narodziła się od razu. Potrzebowała lat. Nie dlatego, że brakowało pomysłów, ale dlatego, że są słowa, których nie można wymyślić. Trzeba do nich dojrzeć. Dzisiaj wiem, że ta nazwa nie opisuje jedynie bloga. Opisuje sposób patrzenia na życie. Jest zaproszeniem, aby nie zatrzymywać się na pierwszej myśli, lecz wejść głębiej, tam, gdzie rodzi się refleksja.
Publikowane tutaj wiersze i rozważania nie powstawały z pragnienia stworzenia czegoś niezwykłego. Powstawały dlatego, że niektórych doświadczeń nie potrafiłem zatrzymać wyłącznie dla siebie. Są wśród nich chwile światła i chwile ciemności. Są pytania, które do dziś pozostają bez odpowiedzi. Są modlitwy, których nikt poza Bogiem nigdy nie usłyszał. Są również zwyczajne ludzkie wzruszenia, spotkania, rozczarowania i nadzieje. Jeżeli odważyłem się je zapisać, to dlatego, że wierzę, iż człowiek odnajduje drugiego człowieka nie przez doskonałość, lecz przez prawdę.
Jeżeli więc choć raz zdarzyło Ci się zamknąć ten blog z jedną myślą, która została z Tobą na resztę dnia, jeżeli choć jeden wiersz przywołał wspomnienie, o którym od dawna nie pamiętałeś, jeżeli choć jedno zdanie pomogło Ci spojrzeć spokojniej na własne życie, to uwierz, otrzymałem znacznie więcej, niż mógłbym oczekiwać jako autor.
Nie wiem, dokąd zaprowadzi mnie dalsza droga pisania. Wiem natomiast, że dopóki po drugiej stronie będzie choć jeden człowiek gotowy zatrzymać się na chwilę i przeczytać kilka prostych słów, dopóty warto będzie wracać do pustej kartki.
Na zakończenie nie chcę zostawić Ci żadnej wielkiej myśli. Chcę zostawić Ci wdzięczność. Cichą, szczerą i bardzo osobistą.
Dziękuję, że odnalazłeś drogę do tego miejsca.
I dziękuję jeszcze bardziej za to, że zostałeś tutaj na tyle długo, abyśmy mogli się spotkać.
Z wdzięcznością
bp Robert