Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

5,248wyświetleń

Bóg bez człowieka

Cisza Boga

Być może jednym z największych duchowych złudzeń naszych czasów jest przekonanie, że największym dramatem człowieka byłaby chwila, w której Bóg przestałby mówić. Od wieków ludzie zadają pytanie o milczenie Boga. Pojawiało się ono w chwilach cierpienia, wobec niesprawiedliwości, wojny, śmierci i wydarzeń, których człowiek nie potrafił pogodzić ze swoją wiarą. Patrząc na historię świata, wielu pytało: gdzie był Bóg? Dlaczego nie odpowiedział? Dlaczego nie zatrzymał tego, co niszczyło życie?

Jednak istnieje pytanie jeszcze bardziej niepokojące. Być może największym dramatem nie jest świat, w którym Bóg milczy, ale świat, w którym Bóg nadal mówi, lecz człowiek utracił zdolność słuchania. Może prawdziwy kryzys duchowy naszych czasów nie polega na nieobecności Boga, lecz na tym, że stworzyliśmy rzeczywistość tak wypełnioną własnym głosem, że nie rozpoznajemy już głosu Stwórcy.

To jest jedna z największych zmian, jaka dokonuje się we współczesnym człowieku. Przez tysiące lat ludzie pytali o wolę Boga, o sens istnienia, o granice dobra i zła, o odpowiedzialność wobec czegoś większego niż oni sami. Dzisiaj coraz częściej pytanie nie brzmi już: „co Bóg chce powiedzieć człowiekowi?”, ale: „czy człowiek jeszcze potrzebuje kogokolwiek poza sobą, kto mógłby mu coś powiedzieć?”.

To nie jest zwykła zmiana kulturowa. To jest przemiana duchowa.

Człowiek współczesny stworzył świat, w którym niemal wszystko odpowiada natychmiast. Informacja pojawia się w sekundę. Obraz zastępuje doświadczenie. Opinia zastępuje refleksję. Reakcja zastępuje mądrość. Nigdy wcześniej człowiek nie miał dostępu do tak wielu słów, a jednocześnie być może nigdy wcześniej tak bardzo nie brakowało mu ciszy, w której rodzą się najważniejsze odpowiedzi.

Pismo Święte pokazuje, że Bóg bardzo często wybiera przestrzeń, której człowiek nie uważa za ważną. Nie zawsze przychodzi przez wielkie znaki i wydarzenia. Prorok Eliasz na górze Horeb odkrywa Boga nie w wichurze, nie w trzęsieniu ziemi i nie w ogniu, lecz w „szmerze łagodnego powiewu” (1 Krl 19,12). Jest w tym wydarzeniu głęboka prawda o sposobie działania Boga. Bóg nie musi przekrzykiwać człowieka, aby pozostać Bogiem. To człowiek potrzebuje ciszy, aby pozostać człowiekiem.

I tutaj zaczyna się największe zagrożenie.

Jeżeli człowiek przestaje słuchać Boga, nie pozostaje pustka. Miejsce Boga zawsze zaczyna coś zajmować. Historia uczy nas, że człowiek, który usuwa Stwórcę z centrum, bardzo szybko próbuje postawić w tym miejscu coś innego: własną ideologię, własną władzę, własne pragnienia albo własną wizję świata. Problem nie polega na tym, że człowiek przestaje wierzyć. Problem polega na tym, że zaczyna wierzyć, iż sam jest ostateczną odpowiedzią.

A wtedy dzieje się coś bardzo niebezpiecznego. Granice, które przez wieki pomagały człowiekowi rozpoznawać dobro i zło, zaczynają być traktowane wyłącznie jako ograniczenia. Prawda zaczyna być zależna od czasu, miejsca i osobistej decyzji. Człowiek zaczyna uważać, że wszystko, co potrafi zmienić, ma także prawo zmienić. Ale historia wielokrotnie pokazywała, że największym pytaniem nie jest to, czy człowiek coś może zrobić. Największym pytaniem jest to, czy powinien.

Bez tego pytania wiedza może istnieć bez mądrości.

Rozwój bez sumienia.

Postęp bez człowieka.

To właśnie dlatego cisza Boga, o której mówi współczesny świat, może być w rzeczywistości ciszą człowieka wobec Boga. To nie Stwórca przestał mówić. To człowiek stworzył przestrzeń, w której coraz trudniej usłyszeć cokolwiek poza własnym echem.

Ale ten problem nie dotyczy tylko świata oddalonego od wiary. Dotyczy także Kościoła.

Być może jednym z największych zagrożeń chrześcijaństwa nie jest to, że ludzie przestaną mówić o Bogu. Możliwe, że będą mówić bardzo dużo. Będą organizować spotkania, pisać dokumenty, prowadzić debaty, tworzyć programy i strategie. Można jednak mówić o Bogu tak wiele, że zabraknie czasu, aby stanąć przed Bogiem.

To jest jedna z najcichszych form duchowego zagubienia.

Zastąpić obecność aktywnością.

Zastąpić modlitwę rozmową o modlitwie.

Zastąpić Chrystusa własnym wyobrażeniem o Chrystusie.

Ewangelia pokazuje coś zupełnie innego. Zanim uczniowie zostali posłani, zostali wezwani do obecności. Święty Marek zapisuje, że Jezus ustanowił Dwunastu najpierw po to, „aby Mu towarzyszyli” (Mk 3,14). Dopiero później zostali posłani, aby głosić.

Najpierw słuchanie.

Potem słowo.

Kościół, który odwróci tę kolejność, może stać się bardzo aktywny, ale coraz mniej przemieniający. Może mówić językiem religii, ale utracić głos Ewangelii. Może odpowiadać na pytania świata, a przestać słuchać pytania, które Chrystus nieustannie kieruje do niego: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15).

Przyszłość może nie należeć do tych, którzy będą najgłośniejsi. Może należeć do tych, którzy zachowają zdolność słuchania. Bo w świecie, w którym każdy chce mówić, człowiek umiejący słuchać stanie się znakiem czegoś większego.

Być może nadejdzie czas, w którym największym świadectwem chrześcijanina nie będzie ilość wypowiedzianych słów, lecz głębia życia, które pokaże, że spotkał Boga. Świat zmęczony hałasem może nie szukać kolejnego głosu. Może zacząć szukać ciszy, w której ponownie usłyszy prawdę.

Największym dramatem nie byłoby więc to, że Bóg zamilkł.

Największym dramatem byłoby odkrycie, że Bóg mówił przez cały czas, ale zabrakło ludzi, którzy chcieli Go słuchać.

„Kto ma uszy, niechaj słucha” (Mt 11,15).

bp Robert Matysiak NCC
bp Robert Matysiak NCC

Autor bloga „Myśli”. Teksty, refleksje i komentarze poświęcone duchowości, modlitwie, życiu Kościoła oraz doświadczeniu człowieka wierzącego.